11 lipca w Kiełkowicach obchodzone jest nietypowe święto, o którym zapewne niewielu słyszało. To Dzień Strusia. Z tej okazji w Kiełkowicach koło Ogrodzieńca odbyło się wielkie świętowanie. Bawiły się przede wszystkim dzieci, ale w centrum zainteresowania były wyłącznie strusie.

Był już bohaterem kreskówki, teraz doczekał się jeszcze swojego święta. To chyba jedyny dzień w roku kiedy – jak prawdziwi celebryci – mogą sobie obrosnąć w piórka.

W kalendarzu strusiego dnia szukać na próżno, bo to święto wciąż tylko lokalne.

Ze strusia zrobić można wszystko. Nie mówiąc już o samym mięsie czy jajkach, z których jedno jest wielkości 30 kurzych, sporym zainteresowaniem cieszą się też wyroby z ich skór czy piór. Poza tym struś rozbudza wyobraźnię. I to nie tylko u dzieci.

Zainteresowanie strusiem ciągle rośnie, zwłaszcza że fermy to obecnie – jak przekonują hodowcy – bardzo opłacalny interes. I choć sam struś do najmądrzejszych nie należy, bo mózg ma raczej niewielki, to lekceważyć go absolutnie nie wolno.

W ptasim świecie ze strusia karateka najlepszy, innego zagrożenia nie stwarza. Czasem, jak sroka, co najwyżej kogoś jeszcze okradnie. Wszystko, by zwrócić na siebie uwagę.

Strusie, o czym być może wie niewielu, nadają się nawet do szukania diamentów, które oczywiście zjedzą.