Lęk o życie dziecka, nieprzespane noce, dramatyczne oczekiwanie na diagnozę - rodzice 5-letniego Romka z niepokojem patrzą w przyszłość. Chłopiec cierpi na niezwykle rzadką chorobę neurologiczną Moyamoya. Polska rodzina mieszka niedaleko Lwowa jednak pomagają im krewni z Gliwic, bo zarobki w hrywnach są niewielkie, a wydatki związane z leczeniem w euro i frankach szwajcarskich sięgają kilkuset tysięcy.

Walka o życie chłopca dla jego rodziny stała się codziennością. Lekarze na Ukrainie mieli problem z diagnozą. Rodzice nie jeden raz usłyszeli, że syna nie da się wyleczyć. Rodzina jednak się nie poddała. Chłopiec jest jedynym pacjentem chorującym na Moyamoya na Ukrainie. Nadzieją okazała się operacja w Szwajcarii. Gdy rodzice usłyszeli diagnozę zaczęli zbierać pieniądze na leczenie. W tym czasie Romek przeszedł trzeci wylew.

Operacja ratująca życie miała kosztować 206 tysięcy dolarów. Ukraińskie Ministerstwo Zdrowia odmówiło pomocy. Uzbierali 140 tysięcy, a szwajcarscy neurochirurdzy rezygnując ze swojego wynagrodzenia i tak przeprowadzili operację.

Pomagają znajomi i rodzina z Gliwic, bo Romek wymaga rehabilitacji i musi być pod stałą kontrolą lekarzy. Na początku przyszłego roku chłopiec musi podjąć dalsze leczenie w Szwajcarii - rodzina znów zbiera pieniądze. Potrzebują 30 tysięcy euro. Pomaga im Fundacja im. księdza Mosinga udzielająca wsparcia Polakom na Kresach. Rodzina wierzy, że Romek wyzdrowieje. Szwajcarscy lekarze zapewniają, że ma duże szanse. Niełatwą drogą idą wszyscy razem, bo dla nich miłość do syna nie ma granic.