Straciliśmy dorobek życia, często także zdrowie – to słowa tych, którzy do tej pory ponoszą konsekwencje decyzji urzędnika bez odpowiednich uprawnień. Do Senatu trafiła sprawa związana z nieprawidłowościami geodezyjnymi sprzed kilkunastu lat. Wyroki sądowe wydawane były w oparciu o opinie geodety, który bezprawnie posługiwał się pieczątką biegłego sądowego. Sprawa dotyczy kilkunastu osób, które czują się oszukani.

Nie ma za co żyć, nie wystarcza jej nawet na lekarstwa. Pieniądze z emerytury zabiera komornik. A wszystko zaczęło się kilka lat temu. Krystyna Skoczylas prowadziła na rynku stoisko. Niespodziewanie pojawił się geodeta, twierdził, że stoisko zajmuje więcej miejsca niż zakładano, zażądał od kobiety dodatkowych pieniędzy, ta mówi, że zapłaciła, jednak nie dostała pokwitowania. W rzeczywistości wpłaty nigdzie nie ma. Krystyna Skoczylas otrzymała karę – kilkudziesięciu tysięcy złotych, które spłaca do dziś. Ale pani Krystyna nie była sama.

Sprawy łączy jedna osoba – były naczelnik Wydziału Geodezji Urzędu Miasta w Częstochowie. Mężczyzna miał mieć fałszywą pieczątkę. I choć nie był biegłym sądowym, to na podstawie jego opinii Sąd Rejonowy w Częstochowie wydawał wyroki.

Poszkodowana jest też rodzina państwa Łapaj. Od wielu lat użytkuje ziemię, były naczelnik pojawił na miejscu, żeby ją podzielić. Po latach okazało się, że geodeta wcale jej nie rozgraniczył. Sprawę badali śledczy z Gliwic.

Zdaniem senatora Artura Warzochy, Warszawa ma aferę reprywatyzacyjną, a Częstochowa swoja aferę wywłaszczeniową.

Mężczyzna uważany przez poszkodowanych za oszusta, był naczelnikiem Wydziału Geodezji i Gospodarki Nieruchomościami Urzędu Miasta Częstochowy do 2006 roku.

Z byłym naczelnikiem nie udało nam się skontaktować. Nikt nie wie, co się z nim dzieje i gdzie przebywa. Jednak problem pozostał, bo poszkodowani mają prawomocne wyroki sądu.