Centrum Katowic, ulica Mickiewicz, tuż obok przychodni na chodnik upada 60-letni mężczyzna, który zasłabł. Pomocy umierającemu nie udzielił żaden z medyków placówki, która jest na wyciągnięcie ręki. Na miejsce musiała przyjechać karetka, co wymagało czasu.

Mężczyzna umierał tuż obok miejsca, gdzie zwykle chodził, by zadbać o swoje zdrowie.

Osoby które wezwały pogotowie, pomocy dla mężczyzny szukały w poradni, ale bezskutecznie. Nikt z lekarzy nie wyszedł do umierającego na dworze mężczyzny. Reanimację rozpoczął dopiero zespół pogotowia. Mimo to dyrektor placówki zapewniał dziś, że personel poradni niesie pomoc zawsze, kiedy tylko jest to możliwe.

Poradnię od miejsca, w którym leżał nieprzytomny mężczyzna, dzieli nie więcej niż 100 metrów. By przywrócić akcję serca, lekarze pogotowia musieli defibrylować mężczyznę aż 5 razy.

Po udzieleniu pomocy pracownicy pogotowia przewieźli mężczyznę na oddział intensywnej terapii szpitala w Ochojcu. Mężczyzna był pacjentem katowickiej poradni.