Do katastrofy budowlanej doszło we wtorek o około godz. 4.00 rano w Bielsku-Białej. Zawalił się trzykondygnacyjny budynek. Był w stanie surowym. Na miejscu obecnie czynności prowadzą prokuratorzy i funkcjonariusze policji, którzy zabezpieczają materiał dowodowy.

Na budowie, gdzie w nocy z poniedziałku na wtorek runęła część trzykondygnacyjnego bloku, nie ma zagrożenia zawaleniem pozostałych budynków – zapewniła we wtorek inspektor Maria Przybyła z Powiatowego Nadzoru Budowlanego w Bielsku-Białej.

Przybyła odmówiła odpowiedzi na pytanie o ewentualne przyczyny katastrofy. „Musimy przeanalizować dokumenty, a policja prowadzi dochodzenie. (...) W środę rano spotkamy się z kierownikiem budowy i z inspektorem nadzoru. Dopiero wtedy będzie można coś powiedzieć” – poinformowała.

Budowa, na której w nocy z poniedziałku na wtorek doszło do katastrofy, znajduje się na peryferyjnym osiedlu Sarni Stok w Bielsku-Białej. Firma deweloperska wznosi tam trzy stojące blisko siebie bloki. Są w stanie surowym. Całkowicie zawaliła się połowa jednego z nich - zostało gruzowisko cegieł, schodów, rozbitych elementów betonowych.

Strażacy otrzymali zgłoszenie o katastrofie o godzinie 3.41 we wtorek. Zgłaszający powiedział, że przed zawaleniem słyszał wybuchy. „Po przybyciu na miejsce strażacy napotkali gruzowisko i niewielki pożar w sąsiednim budynku. W piwnicy paliły się śmieci. W obrębie pożaru znajdowała się 11-kilogramowa butla z gazem propan-butan. Strażacy ją wynieśli i ugasili ogień. Przeszukaliśmy gruzowisko, także przy pomocy kamer wziernikowych. Nie znaleziono osób poszkodowanych. Również psy ratownicze nie wyczuły ludzkiego zapachu” - powiedział zastępca komendanta bielskiej straży pożarnej st. bryg. Grzegorz Piestrak.

Jak dodał, w gruzowisku strażacy nie znaleźli dotąd innej butli ani śladów pożaru w tym budynku. Powiedział też, że sprawą katastrofy i pożaru w sąsiednim budynku zajmie się policja.

Asp. szt. Roman Szybiak z bielskiej policji poinformował, że trwa sprawdzanie, czy na gruzowisku nie ma substancji lub materiałów, które mogłyby stanowić zagrożenie. „Jeśli wynik okaże się negatywny, wówczas rozpocznie się odgruzowanie terenu. W tej chwili nie znamy przyczyny zawalenia. Nie wykluczamy żadnej możliwości, ale jest zbyt wcześnie, by powiedzieć coś więcej” - dodał.

W rozmowie z PAP potwierdził, że jesienią ub.r. na tej budowie ktoś podpalił maszyny budowlane. „Najpierw muszą jednak zostać zakończone wszystkie działania na miejscu i ustalona przyczyna zawalenia budynku. Dopiero potem będzie można stawiać tezy dotyczące tego, czy to zdarzenie można wiązać z tamtym z przeszłości czy nie. W tej chwili nie zostały wykonane oględziny, więc nie wykluczamy żadnej możliwej przyczyny” - powiedział policjant.

Potwierdził, że z budynku stojącego obok zawalonego wyniesiono 11-kilogramową butlę gazową. „Na gruzowisku nie ujawniono na razie żadnej butli” - dodał.

Na miejscu są m.in. funkcjonariusze CBŚP i antyterrości. Policjanci przepytują okolicznych mieszkańców i ustalają świadków.

Przedstawiciele firmy deweloperskiej, która stawia domy na Sarnim Stoku, nie zabrali dotychczas głosu w sprawie zdarzenia.


ZOBACZ CAŁE WYDANIE AKTUALNOŚCI, 17.07.2018, GODZ. 18.30